Lost in Myanmar


Czas akcji: 28 listopad- 25 grudzień 2015
Miejsca akcji: Tajlandia, Myanmar( Birma)

Wpisy w kolejności:
Tastes of Thailand
Lost in Myanmar
Tastes of Thailand cont

Na początek filmowa odsłona wyprawy.
Zapraszam do kraju niezwykle życzliwych i uśmiechniętych ludzi oraz niesamowitych krajobrazów.
Zapraszam na wyprawę do Myanmaru.

 

 

Mandalay

Dawna stolica Birmy. Po przylocie dopadł nas pierwszy deszczyk i na szczęście przedostatni podczas całej wyprawy. Pierwsze wrażenia z Myanmaru jak najbardziej pozytywne, wyglądamy jak dla tubylców dość egzotycznie dlatego przyciągamy uwagę każdej napotkanej osoby. Birmańczycy są mega pozytywni, uśmiechnięci i pomocni, sami proszą się o zdjęcia. Urocza pani w ulicznej knajpce uczy nas podstaw języka czyli:
minglaba- dzień dobry

dżezuba- dziękuje
Na razie wystarczy.
Następnego dnia z nieba pompa. Jedziemy skuterkiem ( w trzech) nad rzekę. By dalej popłynąć do ruin Mingun. Podobno miała być to największa pagodą na świecie( pagoda- rodzaj wieży, służącej do przechowywania relikwii). Niestety plany pokrzyżowały śmierć króla i trzęsienie ziemi.
Popołudniu jedziemy już na dwóch osobnych skuterach z kierowcami na most U Bein. Podobno najdłuższy most tekowy na świecie, w krajach gdzie zachowały się takie mosty mieszkańcy twierdzą że ich jest najdłuższy.
Następnego dnia odwiedzamy świątynie złotego buddy. Ludzie przychodzą tu pomodlić się i obowiązkowo przykleić kawałek złota w postaci naklejki na posąg buddy.

„Zanim zostaniesz mężczyzną najpierw musisz być mnichem” tak brzmi birmańskie powiedzenie. Jesteśmy świadkami Shinbyu czyli ceremonii wstąpienia młodych chłopców do klasztoru. Błyszczące, bogato zdobione szaty i ozdobna czapka przypominająca koronę to strój obowiązkowy podczas procesji do klasztoru.
Czas zbierać się dalej wsiadamy do autokaru i ciśniemy do „dżungli” do Mrauk U.

 

 

Mrauk U

Dwudziestogodzinna podróż autokarem z lokalesami i maratonem tanich birmańskich komedio- telenoweli lekko nas skrzywiły… Nie daliśmy się i zwiedzamy dalej.
Dotarliśmy do „dżungli”. Meldujemy się w drogiej (10$ za noc) i wilgotnej spelunie. Łazienka wygląda jeszcze gorzej. Na ścianie wielki, czarny zabity klapkiem pająk skutecznie odstrasza wchodzenia pod prysznic. Tak samo jak woda, do wyboru zimna albo zimna.
Nie przyjechaliśmy tu po to by siedzieć w pokoju. Ruszamy na zwiady. Podziwiamy wielkie stupy na pagórkach otaczających miasto. Próba zjedzenia czegoś w przyulicznej knajpie kończy się tym że dostajemy same kości, na szczęście jest też ryż, który powoli robi się monotonny. Wieczorem obserwujemy show Chinlone
. Czyli tradycyjny sport birmański, który jest kombinacją sportów walki  i tańca. Mała piłka jest wykonana z ratanu ( coś jak bambus).
Następnie idziemy na pagórek zobaczyć zachodzące słonce. Dostrzegamy mgłę, niestety nie jest to mgła a dym z domowych palenisk. Smog w Krakowie chowa się przy tym. Wracając ciężko oddychać, dym z palonych traw i kurz to wieczorami normalka.
Następnego dnia płyniemy do wioski chin z naszym przewodnikiem Kentanem. Zatrzymujemy się na targu aby zaopatrzyć się w lokalny bimber. Silnik wydaje z siebie odgłosy – peke peke jakby to powiedział W. Cejrowski.
Niektóre kobiety chin maja charakterystyczne tatuaże- tribale na twarzy. Tatuowano je w wieku 9-12 lat, sama operacja trwała cały dzień co było ekstremalnie bolesne dla nich. Kobiety oszpecały się aby zapobiec porywania ich przez najeźdźców i królów. Natomiast według wierzeń tatuaż miał też chronić kobiety przed dzikimi zwierzętami. Kobiety które spotykamy w kolejnych wioskach są ostatnimi wytatuowanymi. Tatuowanie twarzy zostało potępione i zabronione. Nie chcieliśmy przyjeżdżać z pustymi rękami. Dlatego Watrix wziął przybory szkolne dla dzieci a ja ręcznie wykonane przez Magdę bransoletki. Dzięki Magda :*
Jedziemy dalej, w zasadzie to musimy się wrócić wiec znów czeka nas dwudziestogodzinna podróż z lokalesami…

 

 

Bagan

Wcześnie rano docieramy do królestwa Paganu/ Baganu. Po godzinie snu idziemy wypożyczyć e-bike (skuter na akumulator). Docieramy na popularną stupę przed wschodem słońca i czekamy na niezwykły spektakl światła. Pięć tysięcy świątyń powstałych od XI do XIII wieku z których zachowało się około 2 tysięcy robi ogromne ważnienie na tle wschodzącego słońca. Możecie jarać się zdjęciem lub tu przyjechać. Wiadomo że polecam to drugie. Zaraz po wschodzie wskakujemy na skuterki i zwiedzamy ogromy teren królestwa odwiedzając niektóre stupy.
Nazajutrz rano standardowo autokar, lokalesi i birmańskie telenowele… ,jedziemy do Nyaungshwe



Inle Lake

Ostatni przystanek w Birmie- Nyaungshwe i jezioro Inle. W skrócie: ludzie mieszkają tu w domach na wodzie, mają pływające warzywne ogródki, łowią ryby w tradycyjny sposób i chilluja się otoczeni górskimi szczytami- jednym słowem bajka!
Nyaungshwe to miasteczko z którego startują łódki na jezioro Inle. Musimy przepłynąć około 2-3 km kanałem bo dopłynąć do jeziora.
Podczas naszych dwóch wypraw na jezioro, głównie fotografujemy lokalnych rybaków ale też zwiedzamy świątynie i odwiedzamy lokalny targ.
Po dwóch dniach spędzonych w Nyaungshwe, lekko zmęczeni wyprawą wracamy do Tajlandii.

 

 

2 thoughts on “Lost in Myanmar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *